UCZCIWOŚĆ I KLASA

Felieton Dariusza Dumy, Prezesa Chiltern, opublikowany w miesięczniku Gentleman

 

O CZYM JEST TEN FELIETON?

 

Zwykle to jest tak, że kiedy piszę kolejny felieton do Gentlemana, to znam temat. Coś mi leży na sercu albo na honorze. Dzieje się coś ważnego, na coś zwracam uwagę chcę kogoś lub coś poruszyć. Kiedy już mam temat myślę, co tak naprawdę mam w tej sprawie do powiedzenia. I piszę. Na ogół spóźniony. Pani Ewa z redakcji dopytuje i popędza. Wciąż się czuję jej dłużnikiem. Piszę. Przychodzą historie, pomysły, przykłady sam czasem jestem nimi zaskoczony. Wreszcie kończę, mniej lub bardziej zadowolony. I zanim do redakcji wysyłam do przetestowania czytaczom (a zwłaszcza czytaczkom!) o życzliwych sercach i bystrych umysłach. Umieją czasem wystudzić moją gorącą głowę...

 

Tym razem jest inaczej. Mam historię, a nie mam tematu. Wróciła do mnie po kilku latach bo już ją prawie zapomniałem. To jest ważna dla mnie historia a mówi o tylu ważnych sprawach, że trudno by było ją poświęcić dla jakiegoś tematu. Może to by nawet była forma świętokradztwa tak ją spalić, po prostu pisząc o czymś.

 

Zdawałem kiedyś egzamin u księdza Tischnera. Z filozofii pracy. Umówiłem się z  nim indywidualnie, po jakimś wykładzie. Uczyłem się całą noc ale tylko tę noc....

 

Zimny, zamglony, krakowski poranek. Profesor z fantazją uśmiechnięty spieszył się gdzieś.

-          Na ile umiesz?

Hmmm bardzo trudne pytanie. Ambicja walczy z uczciwością. Zwycieża:

-          Na piątke...

-          Daj indeks i pamiętaj, że uczciwość to podstawa filozofii pracy....

 

Stanąłem jak zamurowany. Profesor wpisał, spokojnie pozbierał swoje notatki, uśmiechnął się i poszedł. Ja też poszedłem się uczyć, żeby się przypadkiem nie okazało, że jednak na piątkę nie umiem...

 

Właściwie już od kilku dni myślę, o czym tak naprawdę jest ta historia.

 

O uczciwości? Na pewno tak. O uczciwości tego, kto pyta i tego, kto odpowiada. Tego, kto nakłada zobowiązania, i tego, kto się powinien wywiązać. No i o uczciwości względem samego siebie. A uczciwość względem samego siebie ma chyba dwa filary... Po pierwsze że będę sam pilnował tego wszystkiego, co w moim życiu zobowiązujące. Ksiądz Tischner mawiał, że nawet kiedy ktoś cię na ulicy pyta, która jest godzina to już się rodzi jakieś zobowiązanie. Często większe, niż tylko odpowiedzieć albo pokazać cyferblat swojego zegarka. Im więcej Was łączy tym większa siła zobowiązania, które się rodzi właściwie w każdym kontakcie. Może Was łączyć język, kultura, pochodzenie, zamieszkanie, krew, przeszłość, przyszłość, wartości i dobrze jest sobie z tego wszystkiego zdawać sprawę. Dobrze jest pielęgnować to, co Was łączy żeby nie zgubić tego subtelnego poczucia, które się rodzi, kiedy się z kimś lub czymś w życiu naprawdę spotkałem. Prawie chciałoby się powiedzieć parafrazując Kubę Sienkiewicza: Co ja robię tu? jak to co? Pielęgnuję moje zobowiązania....

 

Drugi filar uczciwości wobec samego siebie to jest troska o komfort zasypiania... Nawet jeśli to trochę dziś niemodne. Czasem chyba nawet chcemy, żeby tego nie było. A jest. Jest taki moment pomiędzy wieczornym paciorkiem a zaśnięciem który Ci może dużo o Tobie powiedzieć... Słuchasz wtedy siebie?

  

Jeszcze jest uczciwość wobec własnej pracy i wobec ludzi, którzy czekają na jej efekty. Boję się o tym pisać, bo już się w Polsce okazało, że ani lekarz, ani policjant, ani sędzia ten piłkarski i ten z sądu nie obronili świętej części swoich zobowiązań... a przecież je dobrowolnie i z całą świadomością przyjęli. Po prostu pilnujmy swoich zawodowych zobowiązań, żeby choć trochę było jak u Mirosława Czyżykiewicza, gdzie swięty ojciec na swiętym rowerze do świetej jedzie roboty....

  

Drugi temat mojej historii o filozofii pracy to jest zaufanie. Jeśli się z Tobą naprawdę spotkałem i jeśli się w czasie tego spotkania naprawdę porozumieliśmy to przecież jakoś nieludzkie by było, gdyby o tym zapomnieć. Chcę wierzyć, że będziesz pamiętał. Mogę zaufać. Zaufanie zobowiązuje. Nie muszę Cię pilnować bo wierzę w Twoją wzajemność. To są chyba ważne lekcje dla każdej międzyludzkiej relacji. Damsko męskiej, damsko damskiej i męsko męskiej.

  

Jest jeszcze w tej historii ważna lekcja o ocenianiu. Jeśli nas łączy prawdziwa relacja jeśli się rozumiemy na poziomie wzajemnych zobowiązań i mamy ten sam zestaw oczywistości to nie będę się rzucał na Ciebie z moimi ocenami. Ocenisz się sam... a prawda tej oceny i jej siła nijak nie dadzą się porównać z tym, co bym mógł sam nawyczyniać. Ze smutkiem- ale i z nadzieją - zacytuję tu Jacka Kaczmarskiego... Uznałem, że mam prawo sądzić ludzi, dlatego tylko, że mam tę możliwość... Jak się nauczyć, żeby oceniając szukać zobowiązania, rozwoju i zmiany, a nie satysfakcji oceniacza?

  

Bardzo bym chciał przez resztę życia widzieć to spotkanie jako ważne spotkanie dwóch gentlemanów. Nie zgubić po drodze niczego czy to z niefrasobliwości, czy z życzeniowego poszukiwania komfortu. Pielęgnować zobowiązanie, które się wtedy zrodziło. I jeszcze jedno. Trudno o lepszą lekcję męskiej klasy niż to krótkie spotkanie. Z klasą panowie, z klasą...

CHILTERN Consultancy International Polska Sp. z o.o. /0-22/617 22 50, 617 22 03, 617 22 07 office@chiltern.pl | by Agencja Interaktywna Internet Designers