|
TA PARA SKRZYDEŁ ZWINIĘTYCH W NAS...
Felieton Dariusza Dumy, Prezesa Chiltern, opublikowany w miesięczniku Gentleman Zdarzyło mi się w ostatnich dniach coś niespodziewanie przyjemnego i pouczającego. W dość tajemniczych okolicznościach zaproszono mnie na karnawałową imprezę. Tak naprawdę nie do końca wiedziałem, gdzie się odbędzie, kto i z kim, jak to wszystko będzie wyglądało. - Przyjedziemy i zabierzemy cię, ubierz się w garnitur i krawat. W małej miejscowości, mniej więcej 50 km stąd, zbierają się ludzie, około 400 osób, żeby się spotkać i pobawićzapraszamy, warto przyjechać, bardzo chcą, żeby przyjechali też ludzie z Warszawy. Pojechałem - tylko dlatego, że zapraszających bardzo lubię, bardzo mili i dobrze mi z nimi spędzać czas. Reszta przedstawiała się dość zagadkowo i chyba do pewnego stopnia egzotycznie Mróz w granicach minus 20 stopni, mieścinka, że nawet nazwy nie pamiętam, okolice Pilawy, w kierunku Puław, a może odwrotnie Sala w klimacie weselnym, stoły też, menu rosół, flaki, kotlet z piersi kurczaka, ciasta, barszcz czerwony z pasztecikiem, domowe wędliny, kawa i herbata w szklaneczkach. Do tańca przygrywa zespół Wakat. Gwałcą przebój za przebojem. Po sąsiedzku piękna dziewczyna o rysach Demi Moore jakoś próbuje przetrwać zaloty podchmielonego pretendenta. Wstęp 70 złotych od osoby, w cenie pół litra na parę. Właściciel lokalu, miejscowy przedsiębiorca, dobry duch całej zabawy w typie Shakin Stevensa roześmiany, tanecznym krokiem przemyka wśród gości. Można zapytać co ja tutaj robię? A jednak coś jest wyraźnie inaczej niż by się można było spodziewać. Impreza bez specjalnej okazji. Po prostu lokalni mieszkańcy, skrzyknięci przez lokalną firmę cateringową co to gotuje na wesela i bankiety postanowili się zrzucić i wspólnie zabawić. Nie pierwszy zresztą raz. Wszyscy niemal tańczą no może za wyjątkiem Demi Moore no i mnie. Przez chwilę, której potrzebowałem, żeby poczuć klimat i wyjątkowość tego miejsca. A klimat był wyjątkowy. Pary wirują. Z głośników bo tutaj jest jak jest, po prostu i ty dobrze o tym wiesz. Za chwilę moja mała blondyneczko, nie mów ciągle nie i biełyje rozy. Patrzyłem, popijałem tę przydziałową wódkę, pogryzałem wiejskie wędliny i najszczerzej na świecie zacząłem zazdrościć tym ludziom. Po pierwsze tego, że tu wszyscy tańczą. To się rzadko zdarza w klubach dla tzw. gentlemanów. Tańczą i naprawdę jest w tym tańcu dużo prawdziwej radości. Radości z tego, że gra muzyka, że bliskie osoby są obok, że się ładnie ubrałem, że mam specjalnie na ten wieczór zrobioną fryzuręi nowe buty. Czy kluby w centrach miast mają w sobie taką radość i niepozowaną spontaniczność? Przypomniało mi się, jak nam ksiądz Tischner tłumaczył, co to jest wolność opowiadając o góralskiej zabawie: - Nigdy się nie czujesz tak wolnym jak wtedy kiedy tańcujesz, a przecież nawet ci do głowy nie przyjdzie, żeby tańcować wbrew muzyce, co wokół gra. I to jest właśnie wolność. Więc tańczyłem I czułem się wolnym. Po drugie zazdroszczę im, bo się potrafili zorganizować. Bez okazji, bez pretekstu,bez przymusu czy powinności. Zapytałem wprost panią, która w kuchni podgrzewała udka jak wam się udało tak bez okazji zebrać 200 osób i jak to jest, że oni się tak świetnie bawią tutaj? Aaa u nas to wystarczy dać sygnał już wszyscy gotowi do zabawy.I szelmowski uśmieszek. Pewnie nie tak wygląda cała Polska. Inicjatywy, współpracy, wspólnej spontanicznej radości potrzebujemy bardzo. Łatwiej taką spontaniczną wspólną zabawę zobaczyć w Hiszpanii, w Grecji czy na Kubie. A tu proszę w samym centrum zmrożonej Polski, w miasteczku, do którego nawet nie dochodzi porządna droga... Bardzo mnie kusi, żeby napisać, że nie tak sobie wyobrażałem moher Pocieszające i daje nadzieję. Może właśnie tam Polska liberalna naprawdę spotyka się z Polską solidarną? Tańcząc kaczuchy, a zaraz potem śpiewając było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel W tym frywolnym klimacie, w dobrym towarzystwie, zamroczony muzyką, tańcem i co tu ukrywać wódką, przypomniałem sobie dużo z tego, co kiedyś tak było ważne, a co chyba zapomniałem. Zaczynając od popijania najtańszego wina na Kopcu Kościuszki o wschodzie słońca, co nas tam zaskoczył, przez góralską herbatkę w najtańszej części nieogrzewanego strychu w tatrzańskim schronisku, po rozmowy o sensie życia i o miłosci, tym bardziej zapalczywe i gorące, im mniej już alkoholu w plecakach pozostało. I jeszcze butelki z piwem chłodzone w potoku i parówki odgrzewane w elektrycznym czajniku I musztarda kupiona w sklepiku po drodze, z tych co to są czynne przez całą dobę, jeśli się wie, że wystarczy zapukać w okienko. To wszystko już się nie powtórzy, ale na szczęście sobie przypomniałem. I już nie zapomnę. Chcę czytelniku, żebyś i ty sobie przypomniał. Smak pajdki chleba z masłem, którą Ci mama pozwoliła zjeść na podwórku, zakochanie w pani z przedszkola, pierwsze golenie, pierwszą wodę kolońską, pierwszy pocałunek, kumpli z liceum i ze studiów, marzenia o wielkiej przyszłości, maturę, smak samodzielności, zakochania te szczęśliwe i te mniej. Kto w młodości nie był radykałem, na starość zostanie łajdakiem pisze słusznie Wolter. Może więc warto dziś wrócić do tego, co wprawdzie górne i durne, ale nas jednak ukształtowało. Ta nasza młodość, ten szczęsny czas, ta para skrzydeł zwiniętych w nas. Jak mówił Piotr Skrzynecki tę piosenkę śpiewamy i będziemy śpiewać dopóki będziemy tu na ziemi. Śpiewajmy i tańczmy - nie fałszując. |
|
CHILTERN Consultancy International Polska Sp. z o.o.
/0-22/617 22 50, 617 22 03, 617 22 07 office@chiltern.pl | |